Home MOJE WYPIĘTRZONE MARZENIA Baranie Rogi od schroniska Teryego na Baranią Przełęcz i pod granią na szczyt

Baranie Rogi od schroniska Teryego na Baranią Przełęcz i pod granią na szczyt

dodał damian
0 komentarz

Metryczka
nazwa: Baranie Rogi (słow. Baranie Rohy)
lokalizacja: Tatry, Słowacja,
wysokość: 2530 m n.p.m.
wybitność: 141 m
uwagi: Baranie Rogi są ósmym szczytem Wielkiej Korony Tatr,
pierwsze wejście: przed 17 września 1867 r. Józef Stolarczyk, Ambroży Reformat

data wejścia: 16 września 2020

Dwa dni wcześniej wszedłem pierwszy raz na Gerlach i w zasadzie tego też dnia postanowiłem zdobyć Wielką Koronę Tatr. Tym samym idąc za ciosem, będąc na Południu i korzystając z kolejnego wolnego dnia, kieruję się w Słowackie Tatry.

Łabowa, Nowy Sącz i poranna kawa na jednej sieciówek paliwowych i dalej bardzo lubianą przeze mnie Doliną Popradu kieruję się na Słowację. Nie mogę się tylko zdecydować co dokładnie będzie dzisiaj celem mojej wędrówki. Mam 2 godziny aby to przemyśleć. Samochód parkuje w Starym Smokowcu – to już zawęża listę potencjalnych szczytów na dzisiaj.

Słońce wschodzi raz na dzień

Słońce wschodzi, gdy jestem w okolicach Hrebienioka – nie ma nikogo, ciszę przerywają tylko porykiwania jeleni. Na Hrebienioku uderza mnie bardzo ciepła fala powietrza, aż chce się zatrzymać i poleżeć otulony tym ciepłym woalem górskiego powietrza.

W głowie zostały już tylko Lodowy, Baranie Rogi ewentualnie Durny. Idę nielubianym przeze mnie odcinkiem z Hrebienioka do Rostaju nad Rejnerową Chatą. Potem szybkie podejście do Chaty Zamkovskiego. Co prawda jest tego prawie 2 kilometry przy 200 metrach podejścia ale zazwyczaj jestem tutaj wcześnie rano i szybko mija mi ten odcinek – tym razem było podobnie. Zatrzymuje się tylko na chwilę przy malowniczym wodospadzie o dość na wyrost nazwie: Olbrzymi Wodospad (słow. Obrovský vodopád). Co prawda poprowadzenie szlaku mostkiem tuż obok wodospadu nadaję dynamizmu, nie mniej nazwa “olbrzymi” ni jak mi nie pasuje ale sam wodospad jest bardzo malowniczy.

Mijam nie zatrzymując się wspominane wcześniej schronisko Zamkovskiego. Ze schroniskiem Zamkovskiego (słow. Zamkovského chata, Zamka) położonego na wysokości 1475 m n.p.m. jest mi trochę nie po drodze – nigdy nie byłem wewnątrz a chyba nawet nigdy nie zatrzymałem się aby zrobić zdjęcie. Dzisiaj nie jest inaczej, cieszę się samotnością i piękna pogodą – będę lepsze miejsca na odpoczynek, chociaż kiedyś wypadało by się zatrzymać – może za progiem schroniska wydarza się jakaś górska magia lub chociaż jest klimatycznie.

Doliną Małej Zimnej Wody do Schroniska Teryego

Opuszczam granicę lasu, w oddali już widzę próg lodowcowy o wdzięcznej nazwie Złote Spady (słow. Jazerná stena), którym podcięta jest Dolina Pięciu Stawów Spiskich, tamtędy wiedzie szlak do Chaty Teriego. Szybkim krokiem dochodzę do wspomnianego progu – szczerze go lubię w tą stronę. Puściutko, co jakiś czas tylko tatrzańską ciszę przerywa helikopter, prawdopodobnie coś transportujący w okolicę schroniska Zamkovskiego, bo pojawia się dość regularnie z podczepionym ładunkiem. Kilka minut wisi w powietrzu by za chwilę zniknąć w dole a potem znów pojawia się mniej więcej w tym samym miejscu aby chwilę zawisnąć i tak kilka razy. Po którymś razie przestaję rejestrować jego kursy.

Wspomniałem że lubię to podejście lodowcowym progiem i to prawda połowiczna – bo lubię ale tylko wcześnie rano, gdy nie ma ludzi i nie jest zbyt ciepło. Kolejny zakos i już widzę koniec, jeszcze kilkadziesiąt metrów i jeden z moich ulubionych nieszczytowych widoków w Tatrach Słowackich będzie moim udziałem – widok na Dolinę Małej Zimnej Wody (słow. Malá Studená dolina) z górnej części wspomnianego Złotego Spadu. Gdybym umiał to bym tutaj wiersze pisał 🙂

Chwilę przystaję aby nacieszyć się swoim szczęściem bycia tutaj. Za plecami mam schronisko Schroniska Téryego, które zdecydowanie zdążyło się już obudzić oraz piękną Dolinę Pięciu Stawów Spiskich. U stóp Dolina Małej Zimnej Wody z płynącym jej dnem potokiem Mała Zimna Woda (słow. Malý Studený potok). Podziwiając widok w dole możemy zaobserwować jak zmieniają się kolejno pietra roślinne: na początku mamy las, który wraz ze wznoszeniem się doliny przechodzi w części środkowej w obszar porośnięty kosodrzewiną i trawami .

Podchodzę wyżej aby dla odmiany pogapić się na jeziora w Dolinie Pięciu Stawów Spiskich (słow. kotlina Piatich Spišských plies) i urządzić mały piknik. Uwielbiam te wszystkie tatrzańskie jeziora, czasami mam wrażenie, że gdyby nie one, to Tatry nie były by tak urokliwe. 

Kalorie uzupełnione, lekko rozleniwiony postanawiam że dzisiaj w menu będą Baranie Rogi.

A świstak siedzi i zawija je w te sreberka

Muszę się trochę cofnąć bo na miejsce pikniku wybrałem brzeg największego ze stawów tj. Wielkiego Stawu Spiskiego (słow. Veľké Spišské pleso). Przed przerwą byłem bliżej wybrania Lodowego Szczytu na dzisiaj. Kicam między wspomnianym Wielkim Stawem Spiskim a Pośrednim Stawem Spiskim, które są połączone a dokładnie to Wielki Staw ma odpływ, którym woda spływa do Pośredniego Stawu. Widzę ścieżkę do której powinienem dojść gdy nagle słyszę głośny gwizd, rozglądam się – nie ma nikogo. Pierwsza myśl że ktoś gwiżdże do mnie – bo na Baranie Rogi wybraną przeze mnie drogą bez przewodnika wejście jest złamaniem słowackich przepisów. Znów gwizdanie – nie ma nikogo, a źródło gwizdu jest blisko. Idę powoli, czekając na kolejne gwizdnięcie.

Doczekałem się i namierzyłem też źródło – świstak. Wypadło mi z głowy że Świstaki gwiżdżą a nie tylko zawijają w sreberka jak w reklamie sprzed kilkunastu lat. Nie spotykam tych uroczych zwierzaków zbyt często i nie skojarzyłem gwizdania z tym gryzoniem. Świstak tatrzański (Marmota marmota latirostris) endemiczny podgatunek świstaka występujący w Tatrach, jest bodaj najrzadziej występujących kręgowców w Polsce i podlega ścisłej ochronie gatunkowej w Polsce i na Słowacji.

Staram się szybko oddalić z miejsca, gdzie namierzyłem świstaka – czy raczej on mnie. Nie chcę go niepotrzebnie niepokoić, w końcu to jestem tutaj tylko gościem a on tutaj gdzieś ma swój kawałek podłogi.

Wejście od Doliny Pięciu Stawów Spiskich na Baranią Przełęcz i pod granią na Baranie Rogi

Dochodzę do wyraźnej ścieżki, ścieżka jest bardzo niewygodna, wije się między bardzo luźnym materiałem. Uważam aby osypujący się rumosz nie wpadł mi do moich niskich butów – nie chcę mi się zatrzymywać i wytrzepywać butów z drugiej strony chodzenie z kamieniami to tez średni pomysł. Widać że ścieżka jest często uczęszczana, nie mniej z racji stosunkowo wczesnej pory, brak ludzi jest za to jest kilka kozic.

Im wyżej, tym mniej rumoszu. Ścieżka wcina się w żleb by ostatecznie wyprowadzić na Baranią Przełęcz. Droga łatwa, należy tylko uważać na luźny materiał.

Widoki z przełęczy są po prostu fantastyczne. Pode mną Dolina Zielonej Kieżmarskiej (słow. Dolina Zeleného plesa) z malowniczo położonym Schroniskiem nad Zielonym Stawem Kieżmarskim (słow. Chata pri Zelenom plese), gdzie początek ma żółty szlak na Jagnięcy Szczyt (słow. Jahňací štít).

W prawo odchodzi droga na Durny Szczyt Spiską Granią, ja jednak dzisiaj idę w lewo na Baranie Rogi. Idąc w kierunku szczytu nie zauważyłem już tak wyraźnej ścieżki – trzymając się grani po stronie Doliny Pięciu Stawów Spiskich, momentami jednak trafiamy na ślady drogi. Trzymając się na lewo od krawędzi grani dochodzimy do dość obszernego tarasu zasłanego rumoszem, zwanego Baranią Galerią, skąd mamy już kilkanaście minut na szczyt.

Baranie Rogi panorama która robi wrażenie 

Po ok. trzech i pół godziny od startu w Starym Smokowcu stanąłem na szczycie Baranich Rogów. Baranie Rogi (słow. Baranie Rohy) 2530 m n.p.m. mój piąty szczyt do Wielkiej Korony Tatr. Nie mogę znaleźć sobie wygodnej miejscówki z widokiem na Dolinę Zielonej Kieżmarskiej – w końcu jednak się udaję. Czas zacząć kolejny popas. Gorąca zielona herbata, batony i galaretki energetyczne – z każdym kęsem dostarczam spalone kalorię. Jest połowa bardzo ciepłego września, promienie słońca i herbata zachęcają do przedłużenia sobie przerwy. Nie protestuje, przymykam oczy – korzystając z okazji, że jestem sam na szczycie i słychać tylko wiatr.

Mimo że warunki są bajkowe, zaczynam zastanawiać się nad zejściem – widzę że pojawiają się pierwsi turyści. Szczerze wyobrażałem sobie że poza szlakiem w Tatrach jest trochę puściej 🙂 Trochę się kręcę wokół kopuły szczytowej czy przypadkiem nie ma jakiejś tabliczki, krzyża lub innego charakterystycznego elementu którego jeszcze nie zauważyłem wcześniej – nic nie znalazłem. Zdjęcia zrobione, zaczynam schodzić. Jest ciepło – nawet trochę za ciepło.

Mimo że drogę do przełęczy pokonałem kilkadziesiąt minut temu, to udało mi się zejść do żlebu który okazał się ciut za trudny i musiałem się wracać do głównej grani. Z Baraniej Przełęczy już bez niespodzianek dość szybko zszedłem do Doliny Pięciu Stawów Spiskich, gdzie zrobiło się gwarno i tłoczno. Jak na połowę września i środek tygodnia jest bardzo dużo ludzi, nie mniej przestało mnie to dziwić, panująca pandemia COVID-19 wpłynęła znacząco w mojej ocenia na liczebność turystów w Tatrach Słowackich.

Nie zatrzymuje się przy schronisku, chcę dotrzeć jak najszybciej do samochodu. Ostatecznie od Chaty Teriego po niecałych 2 godzinach melduje się na parkingu. Przebieram się i ruszam w drogę powrotną do Łabowej – to był bardzo przyjemny trek. 22 kilometry w 6 i pół godziny ruchu, przy ponad 1800 metrów przewyższenia. Ostatni raz w Tatrach w tym sezonie letnim.

Zainteresowanych zapraszam na mój profil na Stravie – pod linkiem znajdziesz ślad opisanej trasy.

podobne wpisy

Dodaj komentarz