Home ZWIEDZANIEINDIE Pociągiem przez Indie: Delhi – Chandigarh – Kalka. Indie #2

Pociągiem przez Indie: Delhi – Chandigarh – Kalka. Indie #2

dodał damian
0 komentarz
Indie na własną rękę, marzec 2009, Dzień 2

Wstajemy rano, wczoraj padliśmy zmęczeni. Rozglądam się wokół, to nie sen – jesteśmy w Delhi. Wytrzepujemy buty z potencjalnych gości, zwlekamy się z łóżek. Szybko ogarniamy się i ruszamy z hotelu, łapiemy tuk-tuka i jedziemy na dworzec.

Indie pociągiem – ucieczka z Delhi

Na dworcu i wokół niego, ogromne tłumy ludzi. Trzymamy się za ręce aby ludzka fala nie porwała nas w różne miejsca dworcowego oceanu. Przy kasach okazuje się że przepłaciliśmy dzień wcześniej w agencji za bilety, do tego różne klasy i typy pociągów. Odnajdujemy peron i nasz pociąg na północ. Siadamy w przedziale, wygląda naprawdę dobrze – dużo lepiej niż nasz nocleg. Naoglądałem się dokumentów o Indiach, czytałem Pyrka więc zapinam nasze plecaki łańcuchem i kłódką do półki nad naszymi głowami – mówili że kradną w pociągach. Opuszczamy Delhi, zostawiamy ten syf, który z czasem ustępuję bardziej sielskim klimatom.

Spoglądamy na współpasażerów, gość obok z laptopem na stoliczku, kilka kolejnych osób w garniturach z aktówkami obok– znaczy jedziemy jakąś biznes klasą… tylko my krótkie spodenki, t-shirty i duże plecaki zapięte łańcuchami do półek. Trzeba jakoś niepostrzeżenie odpiąć te plecaki 😀

Dzisiaj chcemy dojechać do Kalki, po drodze zatrzymując się w Chandigarze. 3 godziny w pociągu szybko mijają – obsługa przynosi gazety, obiad małe przekąski. Wysiadamy, na miejscu okazuje się że jesteśmy małą atrakcją – najwidoczniej zatrzymuje się tutaj mało białych.

Chandigarh miasto ogrodów: Rock Garden i Rosarium

Na parkingu dobijamy cenę z rikszarzem za całodniowy rajd po mieście, rozpoczynamy od skalnego ogrodu, czy czegoś takiego – sporo turystów, wszyscy to hindusi, my natomiast stajemy się żywa atrakcja dla tubylców – robią sobie z nami zdjęcia przy każdej nadarzającej się okazji. Zaczynam się zastanawiać nad opłatami za fotę ze mną. Ogród skalny – Rock Garden może jest trochę kiczowaty ale ogólnie sympatycznie spędzony czas. Zajrzeliśmy do każdej dziury w tym ogrodzie – zrobiliśmy mnóstwo zdjęć i przeszliśmy.

Wśród wielu oryginalnych  atrakcji w ogrodzie, naszą uwagę przykuły huśtawki. Nie jakieś tam huśtawki, huśtawki na których dokonuje się naturalna selekcja hinduskiego społeczeństwa. Przyznaję trochę się huśtałem ale z zachowaniem wszelkich zasad BHP, tylko kasku mi zabrakło – głupio skończyć największą dotychczasową podróż swojego życia spadając z huśtawki czy bardziej huśtawy. 

Bardzo miłym zaskoczeniem w stosunku do dnia poprzedniego są napotykani lokalsi: uśmiechnięci i przyjaźni. Jak wspomniałem wcześniej wiele osób robiło sobie z nami zdjęcia – my staraliśmy się również z częścią tych osób, zrobić wspólne foty, trochę na zasadzie wzajemności. W końcu są mili i z jakiś powodów chcą mięć z nami zdjęcia. Kilku studentów z którymi rozmawialiśmy wspominało że być może nasze wspólne zdjęcia znajdą się na czymś jak nasza-klasa w Indiach (przypominam to był rok 2009 – nasza-klasa/nk.pl była wtedy na topie) zdjęcia z białymi to ekstra punkty na drabinie społecznej. Nie wiem na ile w tym było prawdy ale to Indie, wiec kto wie.

Wychodzimy z ogrodu, nasz rikszarz czeka na nas cierpliwie i proponuje kolejną atrakcję: ładne jezioro – zgadzamy się, nie brzmi aby była to kolejna agencja turystyczna. Na miejscu jezioro okazuje się szlamowatym zalewem z rowerkami wodnymi w kształcie łabędzi. Jedziemy jednak dalej – czas na rosarium, największe w Indiach i jedno z największych w całej Azji. Tym razem zostawiamy plecaki z naszym kierowcą, wcześniej targaliśmy je po całym ogrodzie skalnym. Wróćmy do rosarium, faktycznie sporo tych kolczastych kwiatków opchnęli w jednym miejscu ale ile można – łazimy wzdłuż i wszerz i dość szybko znudzeni opuszczamy różany ogródek, wizyta w rosarium nie zmieniła mojego głównego poglądu iż najlepsze róże to te w pączkach.

Czas na jakiś obiad, nasz kierowca poleca nam lokal w nietutejszym klimacie, gdzie w większości młodzi hindusi, starają się być mniej hinduscy a bardziej zachodni. Zawiedzeni wypijamy po soku i spadamy na miasto zjeść coś bardziej miejscowego.

Krowy w Indiach

Dla wielu osób, w tym również dla mnie Indie kojarzą się z krowami 🙂 Trochę byłem ciekaw tych świętych krów – jak to wygląda w praktyce, czy naprawdę swego rodzaju immunitet ochronny.

Na miejscu okazało się że są bardziej święte niż to sobie wyobrażałem. Krowy są nieodłącznym elementem krajobrazu Indii; chodzą po chodnikach, placach, parkach i innych miejscach które trudno połączyć Europejczykowi z krowami. Widziałem krowy na peronach dworców kolejowych, jak zaglądają do sklepów lub jak częstują się warzywami ze straganów. To że spacerują po ulicach czy właśnie odpoczywają na rondzie blokując ruch drogowy nie jest również niczym nadzwyczajnym.  Sporo krów widziałem również pasących się przy śmietnikach. Najważniejsze że nie spotkałem się z sytuacją aby ktoś chciał spokój krowie zaburzyć.

Co można robić na dworcu kolejowym?

Na dworzec przybywamy 2 godziny przed czasem; oglądamy zachód słońca, obite samochody, ja podjadam samosy od ulicznego sprzedawcy, ok. 2 pln/sztukę.

Czas mija. Służby porządkowe sprzątają ten syf, który nagromadził się w tzw. międzyczasie. Odkrywamy że na dworcu można się umyć – korzystamy, fajnie być czystym.

Przyjeżdża nasz pociąg, nie jest taki luksusowy jak ten poranny; drewniane ławy, w oknach 3 poziome metalowe pręty zamiast szyb. Gazet tez nie ma, ale podają masala tea – gdziekolwiek ją pije jest wprost identyczna, jak pepsi. Nie ważne czy to knajpa, biuro podróży czy przedział pociągu – wszędzie jest tak samo dobra.

Wysiadamy w Kalce, jest 22:00 na dworcu brak miejsc do spania, jakoś ciemno wokół. Ruszamy w miasto czy coś takiego – zbyt ciemno by stwierdzić co tam jest. Powiem, że trochę straszno się zrobiło. Na szczęście po mniej niż 500 metrach, jest hotel: 140 pln/2os. – jak na Indie dużo, trochę się targujemy ale bez specjalnych efektów, chcemy spać – nasza BATNA nie istnieje, staję na 110 pln. W pokoju duże łóżko+TV+łazienka. Naprawdę jest łazienka, z lekkim skosem co by syf w jedną dziurę spływał. Ładujemy baterie do aparatu, nie wiadomo gdzie jutro przyjdzie nam spać. Z atrakcji w łazience nie wynaleziono jeszcze ciepłej wody ale jest czysto (jak na Indie). Po rześkiej kąpieli szybko zasypiamy – jutro Toy Train.

podobne wpisy

Dodaj komentarz