Home MOJE WYPIĘTRZONE MARZENIAAFRYKA Kilimandżaro: obóz Barafu – Uhuru – obóz Mweka. Kilimanjaro #5

Kilimandżaro: obóz Barafu – Uhuru – obóz Mweka. Kilimanjaro #5

dodał damian
0 komentarz
Wyprawa na Kilimandżaro, 20 stycznia 2019, 
dzień 5: Obóz Barafu - Kibo - Obóz Mweka

Bieganie w górach wysokich

Mój sen brutalnie zostaję przerwany alertem, wstawaj musisz iść do kibla. Nie będę wchodził w szczegóły ale napiszę tylko że jako zaradny człowiek ubrałem się we wszystko co miałem na atak szczytowy i tak wsunąłem się w śpiwór wieczorem. Niby super, wystarczyło wysunąć się ze śpiwora, zabrać czoło, chusteczki i biec (biec na 4500 m n.p.m.) do kibla. Każdy metr pomiędzy skałami, linkami namiotów ze świadomością że to nie są przelewki daje Ci siłę i nadzieję, zagryzam wargi, w zasadzie je przegryzam. Dobiegam(!) do wychodka, już się cieszę z sukcesu gdy okazuje się że przecież moje zajebiste spodnie (są naprawdę super) mają szelki a szelki są gdzieś pod puchówką i jeszcze jedną warstwą ubrania – tej nocy byłem przygotowany na zimno ale nie na zawody w zdejmowaniu gaci na czas.

Zmieściłem się w limicie czasowym, możecie wierzyć lub nie ale ze szczęścia popłynęły mi łzy, a w ustach poczułem smak krwi – w końcu w ferworze walki przegryzłem wargę.

Pulsoksymetr i saturacja krwi 

Po wszystkim czuje się niewyobrażalnie zmęczony. Wracam do namiotu, tym razem potykając o co się tylko da. W namiocie na chwilę zamykam oczy a tu już słyszę głos Ramy, jest 23:00. Wychodzę z namiotu – jest mi zimno, mam dreszcze i podwyższona temperatura do pełni zestawu – trochę się rozchorowałem. Przed wyjściem badamy Pulsoksymetrem puls i poziom saturacji krwi (stopień nasycenia krwi tlenem), mam dobry wynik – co z tego, czuję się fatalnie. W głowie pojawia się myśl – wystarczy że przekroczę 5K – mój tajemny plan, trzymam go głęboko co by się nie urealnił. .

W końcu wychodzimy: nasza 8, 3 przewodników, niezawodny Rama i 2-3 kolejnych porterów. Przed wyjściem imbirowa herbata i muffinki. Do plecaka termos i kubek termiczny – oczywiście z imbirową herbatą. Na szczyt mamy 5/5,5km (w zależności gdzie wypadł twój namiot i ok. 1200 metrów deniwelacji.

Idziemy gęsiego, powoli. Moje przeziębienie odczuwam jak jakieś zapalenie płuc – wiem przysłowiowy facet nawet na dole z przeziębieniem walczy na śmierć i życie.

Kilimandżaro zdobywa się nocą

W świetle czołówek wznosimy się powoli, czas mi się dłuży, w zasadzie to się trochę nudzę – co ciekawe wyprzedzamy inne grupy podchodzące na szczyt – wyobraźcie sobie wyścig winniczków, i jeden taki winniczek wyprzedza pozostałe – taki to był dynamizm, ale jednak dynamizm.

Przekraczamy 5K, ciesze się jak dziecko, tak w środku się cieszę, po cichutku bo szkoda energii na zachwyty. Teraz gdy każdy oddech i każdy krok kosztuje trochę więcej niż zazwyczaj. Stan euforii, pielęgnuje w sobie jak najdłużej, wszystkie mądre książki i szkolenia o wizualizacji, budowaniu pozytywnego stanu w końcu na coś się przydały. Znów łapie mnie jakiś ból brzucha, na szczęście biorę 2 Nospy i kilka minut później ból jest tylko wspomnieniem.

Jak wspomniałem idziemy powoli, kołysząc się w milczeniu, zakosami zdobywamy wysokość – nikt nic nie mówi, poza porterami którzy sobie nawet czasami coś podśpiewują. Te kilka godzin w milczeniu to dobry czas na rozmowy z samym sobą i odpowiedzenie sobie na pytanie: co ja tutaj robię?

Stella Point 5756 m n.p.m.

Docieramy do Stelli, 5756 m n.p.m. – za dojście tutaj również dostaję się dyplom zdobywcy Kilimandżaro – jest jeszcze ciemno, ale zaraz będzie świtać – szybka fotka i idę dalej bo wiem już że Uhuru jest na „wyciągniecie” ręki. Ze Stelli do Uhuru jest ok. 1 km i 120 metrów podejścia, człapiemy szeroką ścieżką, prawie jak na jakimś deptaku, w międzyczasie wschodzi słońce. Pozostałości znikającego lodowca przybierają fantazyjne odcienie pomarańczowego i żółtego koloru.

Lodowce Kilimandżaro

Ten ostatni kilometr to połączenie stłumionych zachwytów i przysypiania w ruchu, co jakiś czas opieram się na kijkach wyrównując oddech.

Kilimandżaro – Uhuru Peak – na dachu Afryki

Na szycie Uhuru meldujemy się paręnaście minut po 6 rano, chwile wcześniej wzeszło słońca – jest cudnie. Przybijamy sobie „piątki”,tradycyjne miśki. Jeszcze kilka dni temu, zupełnie obcy ludzie a dzisiaj dzielą mój największy do tej pory górski sukces. Mój suunto podaję iż od wyjścia z namiotu na szczyt Uhuru było 5,76 km i 1222 w pionie

Chwilę spędzamy na szczycie i rozpoczynamy zejście, niesieni wizją krótkiej drzemki w namiocie szybko mijamy Stelle, uzupełniam kalorie i płyny – słońce zaczyna mocniej przygrzewać – trochę współczuję wszystkim podchodzącym w tym słońcu, robi się naprawdę gorąco. Zestaw spodnie Gore i wełna pod spodem była super w nocy ale teraz jest mi po prostu gorąco Ja ze swoimi kolanami schodzę dość asekuracyjnie bo łatwo o glebę. Zejście do Barafu zajmuje mi 2,5 godziny W namiocie padam zmęczony, naciągam buffę na oczy i zasypiam. 

Znowu pada deszcz…

1,5 godziny snu i zbieramy się w dół – schodzimy przez Karangę do obozu Mweka położonego na wysokości 3100 m n.pm. Idziemy szybko, wizja ciepłej kolacji i całej nocy do przespania jest bardzo kusząca. Poniżej Karangi zaczyna padać, a w zasadzie lać jak z cebra. Na szczęście po deszczowym prysznicu, wychodzi w końcu też słońce i prawie wszystko wysycha na mnie przed dotarciem do obozu. 

Obóz Mweka – Mweka Camp 3100 m n.p.m.

Z racji że jesteśmy wcześnie można poplątać się po okolicy – obóz jest duży ale jest usytuowany w lesie wśród drzew co sprawia wrażenie bardzo kameralnego, w powietrzu unosi się atmosfera luzu, co rusz słyszę piosenkę „Kilimandzaro..”

Tak zrobiliśmy to, zrobiłem to – mój pierwszy szczyt Korony Ziemi, pierwszy pięciotysięcznik.

Wieczorem tradycyjnie szukam zasięgu, to się nie zmieniło to jest nadal walka 🙂

Metryczka:

Start: Obóz Karanga: 3840 m. n.p.m.  cel główny: Kibo 5895 m. n.p.m. dzisiejsza meta: Obóz Mweka 3900 m n.p.m.

wejście na szczyt Kilimandżaro Kibo :
Dystans: ok. 7 km
Czas przejścia: ok. 7 godzin
Różnica poziomów: 1225 m

zejście do Obozu Mweka:
Dystans: ok. 18 km
Czas przejścia: ok. 6-7 godzin
Różnica poziomów: -2795 m

podobne wpisy

Dodaj komentarz