Home MOJE WYPIĘTRZONE MARZENIAAFRYKA Kilimandżaro – w drodze do Tanzanii (cz.2)

Kilimandżaro – w drodze do Tanzanii (cz.2)

dodał damian
0 komentarz
Wyprawa na Kilimandżaro styczeń 2019, cześć 2

Lotnisko w Doha

Ląduje na lotnisku w Doha – to nie lotnisko, to miasto! 4 godziny do kolejnego samolotu – już wiem że nie zasnę, muszę zajrzeć do każdego zakamarka tego lotniska, jest Misiek – wiele osób przed wylotem powtarzało musisz zobaczyć miśka – nie da się nie zobaczyć miśka 😀 był też kulfon i inne artystyczne instalację. Jest ok. 3 nad ranem czasu miejscowego, tłumy ludzi, wszędzie jeżdżą meleksy, masa sklepów i kolejka miejska – w senie pociąg jeżdżący pomiędzy skrajnymi terminalami. Nie mogłem nie pojeździć ta kolejką, to w jedną, to w drugą stronę 🙂 do tego zrobiłem kilka kilometrów pieszo, zaglądając gdzie tylko się da. Tuż przed odlotem odnajduję moją grupę – lecimy do portu lotniczego Kilimandżaro w Tanzanii.

Port lotniczy Kilimandżaro (Kilimanjaro International Airport)

Port Lotniczy Kilimanjaro – widywałem mniejsze lotniska, na przykład w Lublinie;-) przy odprawie sesja zdjęciowa i chyba odciski wszystkich palców pobrali. Odprawieni, z bagażami w ręku, poznajemy naszych leaderów (Ula i Damian), którzy od teraz będą z nami w czasie całej imprezy. Jedziemy do naszego hotelu w Mosi, po drodze zakupuje lokalną kartę SIM aby kontaktować się z Agą – jeżeli uważacie że rejestracja SIM-ów w Polsce jest upierdliwa, to wiedzcie że nie jest. Tutaj, podobnie jak na lotnisku przeszedłem sesję zdjęciową aby kupić i  zarejestrować wspomniana kartę SIM🙂

Tanzania – mój pierwszy raz w Afryce Subsaharyjskiej

Zaraz, nie wspomniałem że to mój pierwszy raz w Afryce po drugiej stronie równika 🙂 jest ciepło, trochę wilgotno i zdecydowanie inaczej. W hotelu w drzwiach uderza zapach mugi lub innego repelentu na komary, znaczy „biały” może czuć się bezpiecznie. Hotel , całkiem przyzwoity – na dachu, taras widokowy, teoretycznie widać Kili ale pogoda nie sprzyja, widać trochę miasto, są budynki, samochody ale to inny rodzaj miasta niż te które poznałem wcześniej.

Wieczorem jedziemy na miasto trochę lepiej się poznać (muszę zapamiętać w sumie 7 nowych imion a jest to zawsze u mnie problem) i coś zjeść bo w hotelu szału nie ma 😉

W knajpie poznaję lokalne specjały: omlet z frytkami i warzywami, dobra pizza i lokalne piwo – Kilimanjaro;-) lokalsi intensywnie eksploatują markę Kilimandżaro – w hotelowych pokojach możemy zaparzyć sobie herbatę Kilimandżaro.

podobne wpisy

Dodaj komentarz