Home MOJE WYPIĘTRZONE MARZENIA Lackowa zimowy biwak w Beskidzie Niskim

Lackowa zimowy biwak w Beskidzie Niskim

dodał damian
0 komentarz

Lackowa – najwyższy szczyt polskiej części Beskidu Niskiego

Dawno temu gdy ferie oznaczały dla mnie coś więcej niż mniejsze korki w mieście, wspólnie z kolegą Tomkiem wybraliśmy się na Lackową, łącząc zimowy biwak ze zdobywaniem Korony Gór Polski 😉

Lackowa niepozorna ale wymagająca góra w Beskidzie Niskim. Lackowa jest najwyższym punktem Beskidu Niskiego po polskiej stronie. Najwyższy szczyt całego pasma znajduje się na Słowacji i jest nim Busov, który w przeciwieństwie do Lackowej przekracza symboliczną wysokość 1000 m n.p.m. – dokładnie wznosi się na wysokość 1002 m n.p.m.

Wyjeżdżając z domu, warunki prawię jak dzisiaj, czyli śniegu jak na lekarstwo – co prawda był mróz ale śniegu raczej brak. Wybraliśmy znaną nam z rowerowej eskapady trasę wiodącą z Mrokowców, zielonym szlakiem na Dzielec a potem szlakiem granicznym (kolor czerwony) na samą Lackową. Do Mrokowców (miejsce pomiędzy Mochnaczką i Tyliczem) dojechaliśmy autobusem PKS, ustawiając się do wyjścia kierowca zapytał dwa razy czy na pewno chcemy tutaj wysiąść, przecież tutaj nic nie ma 😕

Lackowa i ściana płaczu

Początek ze znikomą ilością śniegu, więc tempo mieliśmy dobre. Szybko weszliśmy na Dzielec i równie szybko z niego zeszliśmy. Śniegu jest coraz więcej ale nie zauważaliśmy aby jego ilość spowalniała tempo naszego marszu. Byliśmy ciekawi jak będzie wyglądało „ściana płaczu” jak często określany jest mocno (jak na Beskidy) nastromiony odcinek przed szczytem. Jak wspominałem pierwszy raz na Lackowej byliśmy na rowerach i ów ściana zachęciła nas aby rzucić rowery w krzaki i ostatnie kilkaset metrów pokonać pieszo 😂

Dochodzimy do ściany – nie ma żadnych śladów, śniegu zrobiło się całkiem sporo. Podejście sprawia że solidnie się rozgrzewamy. Zmieniamy się co kilkanaście metrów w torowaniu w śniegu, który miejscami sięga nam pasa. Wiele lat później, gdy odwiedzam czasami Lackową w ramach wycieczek biegowych, z danych które zbiera mój zegarek sportowy wychodzi że na odcinku niecałych 600 metrów wznosimy się z 758 m n.p.m ma 964 m n.p.m – całkiem nieźle.

Ostatecznie dochodzimy do miejsca gdzie się wypłaszacza – stąd został już tylko prawie plaski odcinek na szczyt – około 500 metrów. Śniegu jest jeszcze więcej – brniemy już cały czas w śniegu po pas.

Na szczycie Lackowej

Na szczycie, “centralnie” pod tabliczką Lackowa postanawiamy rozbić namiot. Odkopujemy miejsce pod namiot, śniegu jest naprawdę sporo a my jesteśmy wyposażeni tylko w ręce, bo saperki jakoś nie mieliśmy. Po niecałej godzinie mamy rozłożony namiot i jest nam ciepło.

Jak nie rozpalać ogniska – poradnik survivalowy 

Przychodzi czas na ognisko. Plan jest ambitny: ugotować ryż, może jakaś zupka. Odkopaliśmy miejsce, gdzie zaraz będzie wesoło płonąć nasze ognisko, zebraliśmy w miarę suche drewno i jakąś podpałkę. Zmęczeni i pełni nadziei rozpalamy ogień, już marząc o pysznym ciepłym obiedzie. 

Wydawało nam się że odgrzebaliśmy śnieg i palenisko jest usytuowane na ziemi – niestety, po rozpaleniu ognia i dość krótkiej chwili zwycięstwa – nasze małe ognisko, na naszych oczach nagle zapadło się paręnaście centymetrów niżej i zakończyło swój żywot wydając stłumiony świst. Po energii jaką włożyliśmy w rozpalenie zmrożonych i ośnieżonych gałęzi, nie mieliśmy woli i chęci powtarzać całego tego szaleństwa od początku. Czytaliśmy “Skauting dla chłopców” autorstwa Robert Baden-Powell -harcerski klasyk, najwidoczniej niedokładnie 🤣 Zadowalamy się rozmoczonym makaronem w ciepłej wodzie i czekoladą. 

Zimowy biwak na szczycie Lackowej

Zrobiło się ciemno, więc postanawiamy iść spać – bo co można robić lepszego niż spać? Wsuwamy się w swoje wyprawowe śpiwory, ubrani we wszystko co mamy z sobą.😁 W namiocie jest całkiem wygodnie, na początku nawet ciepło. Namiot w przeciwieństwie do miejsca na ognisko przygotowaliśmy całkiem dobrze. W namiocie palimy świeczki – nic tam nie ociepla klimatu zimowego biwaku niż zwykła świeczka. Można powiedzieć że jest całkiem klimatycznie. 

Im dłużej leżymy zwinięci w śpiworach, tym bardziej robi się zimno – żadne zaskoczenie ale proces postępuję zbyt szybko 🥶 Nasze ekspedycyjne śpiwory Campus „one kilo bag” to z dzisiejszej perspektywy dowcip – komfort termiczny zapewniają przy +15*C, zimno ale bezpiecznie jest przy +8 a w okolicach 0’C producent informuje że prawdopodobnie umrzesz… na zewnątrz jak się potem okazało było ponad -15*C. Najcieplejszym miejsce w śpiworze jest „ścianka” która styka się ze śpiworem Tomka. Przyklejeni do siebie plecami, coś jakby śpimy, rozmawiamy o wszystkich rozterkach i pięknej, bezchmurnej nocy jaką mieliśmy za cienkimi ścianami namiotu i której bardzo nie chcemy podziwiać ale czasami nie ma wyjścia i każdy musiał wyjść z jak się okazuje ciepłego namiotu 2-3 razy w ciągu nocy.

Pierwsza noc zimą w namiocie – przetrwaliśmy

O poranku niebo jest błękitne, promienie słońca przebiją się przez gałęzie – znaczy jest zimno jak cholera. Nie pamiętam abym kiedyś tak zmarzł. Z niemałym trudem zwijamy nocleg, pamiątkowe foty, resztki herbaty z termosu. W termocie herbata nie była już ciepła, nie była nawet letnia po prostu nie była lodowata. Ruszamy do Wysowej. Z każdą kolejną minutą wraca życie – humory nam dopisują. Nawet fakt, że gubimy szlak i dochodzimy do miejscowości z głośnikami na słupach nie psuję naszych humorów. Głośniki na ulicznych słupach znaczą ni mnie ni więcej, że znaleźliśmy się na u naszych południowych sąsiadów. W zasadzie dokonaliśmy przestępstwa, bo przekroczyliśmy nielegalnie granicę państwa, a to były czasy kiedy układ z Schengen nie funkcjonował i nie byliśmy członkami UE. Alenie zaprzątało to naszej uwagi

Słowacja: piwo i czekolada

Odnaleźliśmy sklep, w którym pani sprzedająca chętnie wymieniła nasze polskie złotówki na słowackie dobra czyli czekoladę Studencką (która w rzeczywistości bardziej jest czeska) i butelki ze Zlatým Bažantem (piwo jest słowackie). Kalorie uzupełnione możemy ruszać dalej. Z Cigielki, w której się znaleźliśmy do przejścia granicznego Muszynka-Kurov mamy 15 km. Dziarsko ruszamy drogą, starając się złapać stopa, żeby coś urwać z tych 15 kilometrów do granicy. Jak pamiętam udaje się nam złapać jakąś podwózkę. Już bez przygód docieramy do domu.

Wieczorem dowiaduje się, że w Tatrach, wchodząc na Rysy zginęła ekipa z klubu górskiego „Pion”.

z archiwum Gumisiowej Korony Gór 28-29.01.2003

nazwa: Lackowa (słow. Lacková )

lokalizacja: Polska/ Słowacja Beskid Niski (Karpaty)

wysokość: 997 m n.p.m

wybitność: 360 m

uwagi: szczyt zaliczany do Korony Gór Polski,

Nasz wariant wejścia na Lackową: Mrokowce – Dzielec (szlak zielony) – Lackowa (szlak czerwony) – (najczęściej wykorzystywany przeze mnie wariant wejścia.

podobne wpisy

Dodaj komentarz