Home PODRÓŻEMALEDIWY Malediwy w 7 punktach

Malediwy w 7 punktach

dodał damian
0 komentarz

Napisałem że jak wrócę do Polski to rozwinę kilka myśli, które kojarzą mi się z Malediwami po spędzeniu tam tygodnia.

Malediwy należą do grupy około 10 państw na świecie, w których nigdy nie odnotowano ujemnej temperatury, są również najniższym państwem, ich najwyższy punkt sięga oszałamiających ponad 2 metrów, co sprawia że Malediwy mogą pochwalić się również jako kraj o najniższym, najwyższym punkcie – ale nie za to je lubimy 😁

Malediwy zwierzęta te morskie i nie tylko

Lecąc na Malediwy nastawiałem się głównie na kontakt ze zwierzętami zamieszkującymi wody wokół atolu i się nie zawiodłem. Kolorowych rybek jest mnóstwo, większości nazw nie znałem i wciąż nie znam 😌

Tuńczyk pospolity (Thunnus thynnus), główny składnik malediwskiej kuchni i ryba której cena w Japonii osiąga astronomiczne kwoty. Dostojny towarzysz długich godzin snorkowania.

Murena – skryta bestia, zamieszkują nory i szczeliny skalne, bywa niebezpieczna dla nurków i osób snorkujących, ze względu na możliwość dotkliwego ugryzienia. Przy spotkaniach, daje do zrozumienia że nie lubi towarzystwa.

Żółw morski – chyba się nimi najbardziej jarałem, każde spotkanie to wielka radość, przynajmniej dla mnie bo żółw był w najlepszym wypadku niezainteresowany, nie uciekał ale do ciekawskich też nie należał.

Rekiny – widziałem rekina, ba pływałem z rekinami. Natknąłem się kilka razy i za każdym razem rekin szybko odpływał, nie muszę dodawać że porusza się bardzo szybko.

Błazenki, brzmi mało dostojnie za to Amphiprion to już jest trochę więcej szacunku,

Strzykwy – od dawna królują w kuchni i medycynie, widziałem kilka różnokolorowych okazów i wszystkie budzą moją odrazę. Trochę też fascynują, zwłaszcza gdy się podnoszą (bo głównie poruszają się po dnie) wyglądają jak obślizgłe maszty, nie dotykałem. Pomyśleć że ktoś to je.

i całe mnóstwo innych mniejszych i większych rybek i koralowców.

Poza wodą też można spotkać ciekawe zwierzaki:

Rudawka wielka – największy gatunek nietoperza, jest naprawdę spory ale luz, żywi się owocami.

Z latających nie można zapomnieć o Makanie – malediwskiej czapli. Niespiesznie wędruję wzdłuż plaży, przysiada na dachach i poręczach tarasów domków na wodzie, daje się fotografować ale nie przepada za zbyt bliskim kontaktem

Są też gekony, jest ich całe mnóstwo, najczęściej możecie je zobaczyć gdy śmigają po ścianach i sufitach, czasami wpadają do również pokojów. Poniżej spotkany w drodze na śniadanie 

Oczywiście nie może zabraknąć kotów 🙂

Malediwy nie jest to kraj dla wegan i wegetarian

Malediwy to bajkowe wysepki pośrodku Oceanu Indyjskiego, z cudnymi piaszczystymi plażami. Ma to swoje minusy, gleby na Malediwach są to ubogie i mocno zasolone gleby piaszczyste, tym samym warunki do uprawy warzyw i owoców są kiepskie. Wyjątkiem jest trzecia co do wielkości wyspa archipelagu: Fuvammulah – rosną tutaj ananasy, pomarańcze oraz mango. Dieta mieszkańców opiera się głównie na owocach morza, królują ryby, w tym tuńczyk. Najbardziej malediwskim posiłkiem jest Mas huni – pasta na bazie tuńczyka, kokosa, cebuli i papryczki chili podawano z rodzajem podpłomyka roshi. Lubię wszelkie wyroby piekarnicze i roshi traktowałem jako naleśnik i zjadałem go ku zdziwieniu lokalsów z dżemem lub syropem klonowym (dżemy i syrop były produktami importowanymi). W naszej hotelowej restauracji było mało świeżych owoców i warzyw. Na domiar złego banany podawane były w ulepkowym syropie. Popularne były jabłka (importowane) występowały również lokalne arbuzy, ananasy i mango. Popularnym szotem podawanym w kieliszkach był sok z arbuza. Jedzenie w hotelowych restauracjach jest sumą mniej lub bardziej udanych inspiracji kuchniami świata. Makarony i pizza należały do jednych z najgorszych wariacji w tym temacie. Często jako danie obiadowe i kolacyjne pojawiał się makaron pszenny typu chińskiego (jak w zupkach błyskawicznych) z warzywami. Moim faworytami były dania kuchni indyjskiej – zazwyczaj dostępne były 2 rodzaje dhalu i curry w wersji vege. Jeżeli lubisz sery i nabiał, to zapomnij o ich jedzeniu na Malediwach. Często do makaronów podawano ser a’la parmezan (był okropny). Szczęśliwie były jajka na twardo i omlety z warzywami lub mięsem po które ustawiały się długie kolejki Wspomniane dżemy (wysoko słodzone) pochodziły z Europy.

Krem z filtrem to Twój najlepszy przyjaciel

Chociaż nie mam szczególnych problemów z oparzeniami słonecznymi to muszę przyznać że na Malediwach kremy z filtrem 30 UV to za mało. Szczerze polecam zaczynać od 50 UV i uważać na słońce nawet jeśli dzień jest pochmurny. Warto zaopatrzyć się w kremy z filtrem i coś po opalaniu jeszcze przed wyjazdem, dostępność tych produktów a przede wszystkim cena pozastawia wiele do życzenia. Nie kupicie również jogurtu, którym tradycyjni można ratować się po oparzeniach słonecznych. Ja gdy już skończyły się kremy po opalaniu, ratowałem się okładami z zielonej herbaty.

Malediwy domki na wodzie

Gdy pierwszy raz zobaczyłem domki na wodzie pomyślałem że super (lubię domki na drzewie) ale czy chcę za to płacić ekstra? Po 3 ostatnich dniach naszego urlopu, które spędziliśmy we wspomnianych domkach na wodzie powiem tylko tyle: warto! Nasz upgrade kosztował 180$ za noc ale nie żałuje. Wybraliśmy narożny domek na końcu „osiedla”. Szum wody przez całą noc, sporej wielkości własny taras z którego mieliśmy zejście do oceanu. Leżenie w wannie można było umilać sobie podziwianiem bezkresu oceanu przez przeszklony fragment ściany. Domek chociaż przeznaczony był dla dwóch osób to był ponad dwukrotnie większy niż nasz dotychczasowy bungalow. Nocą można było podświetlić wodę wokół domku, co wabi rybki.

Niewątpliwą zaletą była również temperatura odczuwalna, która panowała, zwłaszcza w nocy w naszym domku na wodzie. Nie używaliśmy klimy, bo Aga złapała jakąś infekcję. Otwierając wszystkie okna można było prawie poczuć powiew rześkości, co niestety nie miało miejsca w bungalowach wewnątrz palmowego gaju.

Podsumowując, wille na wodzie to moja nowa zajawka po domkach na drzewach w noclegowych atrakcjach. Przyznaję że są drogie ale przeniesienie się na 2-3 noce będąc już nawet na zorganizowanym wyjeździe może być interesującym dodatkiem.

Malediwy i ekologia

Dosyć głośno zrobiło się o Malediwach i potencjalnych skutkach postępującej katastrofy klimatycznej w 2009 r. kiedy to ówczesny prezydent Mohamed Nasheed, wraz z 11 ministrami swego gabinetu, odbył posiedzenie rządu cztery metry pod powierzchnią wody. Ten swoisty happening miał na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej i decydentów na całym świecie na problem ocieplania się klimatu i związanego z tym podnoszenia się poziomu oceanów, zagrażającym wielu wyspiarskim państwo w tym Malediwom.

I jak wyglądają sprawy ekologiczne w kurortach (obserwacje własne i rozmowy z kilkoma osobami w samolocie)? Kurorty, w tym Fihalholi w ramach “dbałości” o ekologię serwują wodę do pokoi tylko w plastykowych butelkach (!), zestawy kosmetyczne (szampon, żel do mycia, odżywka) które są w pokojach są podawane w małych jednorazowych oczywiście plastykowych opakowaniach. Część śmieci jest „utylizowana” w ogniskach, które palą się ukryte w gospodarczych częściach hotelu. Zupełnie nie rozumiem, tego sposobu myślenia. Średnio każdy pokój produkował dziennie 2 duże plastykowe butelki + opakowania wody do posiłków, serwowane przez obsługę również z plastiku. W wodach Oceanu natknąć się na pływające reklamówki czy inne plastykowe śmieci to żaden problem, chociaż na każdym kroku możesz natknąć się na info jak bardzo ochrona środowiska jest ważna. Na koniec, pierwszego dnia wody wokół naszego atolu pokrywała prawie niezauważalna plama ropy. Najlepiej widoczna na goglach i częściach garderoby które miały styczność z wodą.

Plażowanie, alkohol i inne złośliwości

Warto zwrócić uwagę że Malediwy to kraj muzułmański i w związku z tym opalanie się nago lub topless nie jest dozwolone na Malediwach, nawet jeżeli jesteś na prywatnej plaży jednego z kurortów. Z kolei alkohol można spożywać tylko w hotelach i ośrodkach wypoczynkowych, ponieważ jest on zakazany wszędzie indziej. Przylatując ze swoim zapasem alkoholu na lotnisku możecie zostać poproszeni o złożenie go do depozytu – zostanie zwrócony przy waszym wylocie. Obostrzenia alkoholowe sprawiają że nie spotkałem, typowego dla wielu wakacyjnych destynacji osobnika typu stale nawalony wczasowicz.

W naszym hotelu większość informacji była zapisana zazwyczaj w kilku językach: angielski, niemiecki, francuski, arabski i rosyjski (pory obiadów, co gdzie się znajduje itp.), co ciekawe zakazy i nakazy były zapisane już tylko po angielsku (bo większość jednak posługuję się tym językiem) i po rosyjsku .😁

podobne wpisy

Dodaj komentarz